„Utopia” scenarzysty komiksowego Karola Webera i rysownika Macieja Pałki zaczyna właśnie w ten sposób. Jej rzeczywistość jest spektakularnie niemożliwa, ale emocje, które napędzają historię, są bardzo ludzkie. To opowieść o utracie, obietnicy lepszego życia, potrzebie przynależności, pamięci i gniewie. Przede wszystkim jednak jest to historia o złudzeniu, że istnieje gdzieś miejsce, które raz na zawsze rozwiąże nasze problemy.
Już sam tytuł okazuje się więc czymś więcej niż nazwą.
Najbardziej niebezpieczne są piękne obietnice
Utopia od wieków oznacza miejsce doskonałe, którego w rzeczywistości nie ma. Sama nazwa niesie więc sprzeczność: pozwala marzyć o świecie idealnym, jednocześnie sugerując, że taki świat może być niemożliwy.
Weber wykorzystuje tę dwuznaczność bardzo świadomie. W jego historii Utopia nie jest abstrakcyjną ideą filozoficzną. Przybiera fizyczną postać ogromnej stacji, która staje się obietnicą przyszłości. Ma oznaczać bezpieczeństwo, dostatek i uwolnienie od problemów starego świata.
To niezwykle nośny pomysł, ponieważ nie potrzeba wielu wyjaśnień, aby zrozumieć jego znaczenie. Wystarczy spojrzeć w górę. Gdzieś ponad bohaterami istnieje miejsce, w którym podobno będzie lepiej.
Brzmi znajomo.
Ludzkość nieustannie produkuje przecież własne utopie. Zmieniają się ich nazwy, ideologie, technologie i adresy, ale mechanizm pozostaje podobny: jeszcze tylko trzeba tam dotrzeć, zdobyć coś, zmienić życie, przekroczyć kolejną granicę – i wreszcie wszystko znajdzie się na swoim miejscu.
„Utopia” bierze to marzenie i robi z niego element krajobrazu.
Nie wszystko, co znajduje się wysoko, jest niebem
W komiksie szczególnego znaczenia nabiera kierunek patrzenia. Nad bohaterami znajduje się obietnica. Poniżej pozostaje rzeczywistość.
Ten prosty układ przestrzenny można odczytać niemal symbolicznie. Utopia znajduje się ponad starym światem jak coś doskonalszego, czystszego i bardziej zaawansowanego. Samo jej położenie nadaje jej status czegoś, do czego należy aspirować.
Tymczasem dobra fantastyka bardzo często zaczyna się dokładnie w chwili, kiedy ktoś postanawia sprawdzić, co znajduje się po drugiej stronie pięknej obietnicy.
Weber nie buduje swojej historii na prostym konflikcie pomiędzy dobrem i złem. Znacznie ważniejsza staje się różnica pomiędzy tym, co bohaterowie wiedzą, a tym, w co wierzą. Czytelnik również zostaje wciągnięty w tę grę. Otrzymuje informacje, przyjmuje pewne założenia, zaczyna rozumieć reguły świata – a później musi być gotowy na ich zakwestionowanie.
To jeden z tych mechanizmów narracyjnych, które sprawiają, że po poznaniu kolejnych elementów historii wcześniejsze sceny zaczynają znaczyć coś trochę innego.
I właśnie dlatego o fabule „Utopii” najlepiej mówić oszczędnie.
Dziewczyna, która została
W centrum tej konstrukcji znajduje się M. Nie jest wybrańcem z przepowiedni ani bohaterką wysłaną na misję ratowania wszechświata. Jej punkt wyjścia jest bardziej osobisty: inni odchodzą, ona zostaje.
To bardzo istotna różnica.
W wielu opowieściach science fiction przygoda rozpoczyna się od podróży w nieznane. Tutaj równie ważne okazuje się doświadczenie pozostania w miejscu, które przestaje być takie, jakim się je pamięta.
Z czasem problem M. przestaje więc dotyczyć wyłącznie fizycznego przetrwania. Pojawia się znacznie trudniejsze pytanie: czy miejsce nadal należy do nas, jeśli wszystko, co nadawało mu znaczenie, już zniknęło?
Można mieszkać w tym samym domu i już nie być u siebie. Można znać krajobraz, drogi i miejsca, a jednocześnie patrzeć na nie jak ktoś obcy. Można wreszcie odkryć, że wspomnienie domu jest trwalsze niż sam dom.
Wtedy science fiction przestaje być opowieścią o przyszłości. Zaczyna mówić o jednym z najbardziej pierwotnych ludzkich lęków – utracie miejsca, do którego można wrócić.
Kto odziedziczy świat po nas?
W „Utopii” szczególnie interesujące jest to, że pustka nie pozostaje pusta. Kiedy jedni znikają, pojawiają się inni. Zajmują pozostawioną przestrzeń, zaczynają w niej funkcjonować i nadają jej własne znaczenia.
I tutaj zaczyna się znacznie trudniejsza część interpretacji.
Czy nowy mieszkaniec jest intruzem tylko dlatego, że przyszedł później? Czy opuszczone miejsce nadal do kogoś należy? Jak długo trwa prawo do świata, którego nie jesteśmy już częścią? Czy pamięć może być formą własności?
Można dostrzec tutaj echo kolonizacji czy przesiedleń, ale zamknięcie „Utopii” wyłącznie w takim odczytaniu byłoby ograniczające. Ciekawszy wydaje się konflikt dwóch praw: prawa do pamięci i prawa do życia dalej.
To właśnie w takich miejscach fantastyka Webera nabiera ciężaru. Nie potrzebuje realistycznego miasta ani konkretnej epoki historycznej, żeby mówić o doświadczeniach znanych z ludzkiej historii. Odsuwa je od nas na bezpieczną odległość, a potem pozwala odkryć, że wcale nie są tak odległe.
Najciekawsze potwory nie zawsze mają kły
Obce istoty w science fiction mają długą tradycję pełnienia roli zagrożenia. Łatwo rozpoznać przeciwnika, jeżeli wygląda inaczej, mówi inaczej i przybywa z innego świata.
„Utopia” nie pozwala jednak zbyt długo korzystać z tego komfortu.
W świecie Webera wygląd nie wystarcza do wydawania wyroków. Relacje między postaciami komplikują prosty podział na swoich i obcych, a kolejne spotkania pokazują, że biologiczna różnica nie musi oznaczać różnicy moralnej.
To ważne również dla samej M. Jeżeli wróg przestaje być anonimową masą, zemsta przestaje być prostym równaniem. Po drugiej stronie również może znajdować się ktoś, kto ma dom, bliskich, strach i własne powody.
W tym momencie przygodowa opowieść zaczyna stawiać bohaterkę w znacznie ciekawszej sytuacji niż kolejna walka z potworami. Najtrudniejszym przeciwnikiem może się bowiem okazać własna pewność, że dokładnie wiadomo, kto jest winny.
Co zemsta robi z pamięcią?
Druga część, „Tajemnica Utopii”, przesuwa ciężar historii. M. nie jest już tą samą osobą, którą poznaliśmy wcześniej. Strata nie znika. Zaczyna wpływać na działanie.
I tu pojawia się jedna z najciekawszych przemian w całej opowieści: bohaterka, której wcześniej coś odebrano, sama zaczyna decydować, co wolno zrobić w odpowiedzi na doznaną krzywdę.
Zemsta ma w kulturze kuszącą konstrukcję. Jest matematycznie elegancka. Ktoś zabrał coś mnie, więc ja zabiorę coś jemu. Ktoś zadał cierpienie, więc cierpienie musi wrócić do nadawcy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy rachunek powinien zostać zamknięty.
M. odkrywa, że kolejne działania nie muszą prowadzić do rozwiązania. Można niszczyć następne cele, można zwyciężać, można odpowiadać ciosem na cios, a mimo to wcale nie znaleźć się bliżej odzyskania tego, co zostało utracone.
Bo pewnych rzeczy nie da się odzyskać.
I właśnie wtedy zemsta przestaje być sposobem na naprawienie przeszłości, a zaczyna być sposobem organizowania przyszłości.

Utopia jako symbol
W tym kontekście tytułowa stacja nabiera kolejnego znaczenia. Przestaje być wyłącznie miejscem. Staje się symbolem, a symbole mają niezwykłą właściwość: mogą istnieć jednocześnie w wielu wersjach.
Ten sam obiekt może dla jednego człowieka oznaczać nadzieję, dla drugiego kłamstwo, dla trzeciego władzę, a dla czwartego traumę. Fizycznie nic się nie zmienia. Zmienia się historia, którą ktoś z nim wiąże.
Dlatego w drugiej części serii pojawia się myślenie o uderzeniu nie tylko w materialnego przeciwnika, lecz właśnie w symbol. To istotny moment, bo pokazuje, że konflikt przenosi się na poziom pamięci i znaczeń.
Zniszczenie rzeczy jest łatwe. Znacznie trudniej zniszczyć to, co rzecz oznacza.
A Utopia oznacza dla M. zdecydowanie zbyt wiele.
Na szczęście ktoś zjada budzik
Przy takim zestawie tematów bardzo łatwo byłoby przekroczyć granicę, za którą ambitna fantastyka zaczyna być śmiertelnie poważna. Weber i Pałka robią coś znacznie rozsądniejszego – pozwalają swoim bohaterom być zabawnymi.
Szczególnie dobrze działa to wraz z pojawieniem się Pita. Jego relacja z M. wprowadza do historii absurd wynikający nie tyle z dowcipów, ile z różnic pomiędzy bohaterami. To, co dla jednej strony jest całkowicie oczywiste, dla drugiej może być niezrozumiałym zwyczajem.
Dlatego rozmowa o budziku może zakończyć się informacją, że Pit już kiedyś próbował takiego urządzenia. Problem w tym, że mu nie smakowało.
To drobiazg, ale mówi sporo o sposobie prowadzenia historii. Humor nie niszczy poważniejszych tematów. Przeciwnie – sprawia, że nie zamieniają się w wykład. Bohaterowie mogą chwilę wcześniej rozmawiać o rzeczach fundamentalnych, a chwilę później zachowywać się kompletnie niedorzecznie.
Tak jak ludzie.
Paradoksalnie właśnie dzięki takim momentom fantastyczny świat staje się bardziej wiarygodny.
Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi
Im dalej rozwija się „Utopia”, tym bardziej interesujące staje się nie to, czego się dowiadujemy, ale to, czego nadal nie wiemy.
Skąd naprawdę pochodzą elementy tego świata? Kto jest jego gospodarzem, a kto tylko kolejnym lokatorem? Jak daleko w przeszłość sięga historia miejsc i technologii, które bohaterowie uznają początkowo za oczywiste? I ile razy trzeba zmienić perspektywę, zanim będzie można powiedzieć: teraz już rozumiem?
„Tajemnica Utopii” wykonuje pod tym względem ruch charakterystyczny dla najlepszych historii opartych na tajemnicy: odpowiedź nie zamyka świata, lecz go powiększa. Za jednymi drzwiami nie znajduje się ściana, tylko następne drzwi.
Dzięki temu pojawia się poczucie, że M. nie porusza się po dekoracji przygotowanej wyłącznie na potrzeby jej przygody. Świat istniał przed nią. Ma własną przeszłość, której bohaterka nie zna. Być może istnieją w nim historie znacznie większe od jej osobistego dramatu.
To bardzo cenna cecha fikcyjnego uniwersum: czytelnik zaczyna wierzyć, że poza kadrem również coś istnieje.
„Utopia” nie kończy się na ostatnim kadrze
Być może właśnie dlatego „Utopia” zostawia po sobie coś więcej niż ciekawość dalszego ciągu. Można zamknąć zeszyt, a historia nadal pracuje.
Można zastanawiać się, czy M. ma rację. Można inaczej spojrzeć na tych, których uznaje za przeciwników. Można wrócić myślami do samej stacji i zadać sobie pytanie, dlaczego właściwie tak łatwo uwierzyć w obietnicę miejsca idealnego. Można wreszcie dostrzec, że słowo umieszczone na okładce z każdą kolejną warstwą historii zaczyna znaczyć coś innego.
To właśnie odróżnia świat będący tłem dla przygody od świata, który zaczyna funkcjonować jako idea.
Karol Weber i Maciej Pałka stworzyli przestrzeń, w której można urządzić pościg, pojedynek i kosmiczną wyprawę, ale równie dobrze można rozmawiać o utracie domu, pamięci, obcości, zemście i złudzeniu doskonałego jutra. Jedno nie przeszkadza drugiemu. Przeciwnie – przygodowa forma pozwala przemycić pytania, których czytelnik być może wcale się nie spodziewał.
I dlatego najbardziej przewrotnym elementem całego komiksu może ostatecznie okazać się jego tytuł.
Utopia powinna być przecież miejscem, w którym kończą się problemy.
Tutaj wszystko zaczyna się właśnie od niej.